Wspaniały strzelec dwa razy mierzył swą kuszą do celu i za każdym razem mu się udawało. Pierwszy strzał uratował mu życie, drugi zaś dał początek wojnom o niepodległość Szwajcarii. Tak przynajmniej głosiła przez wieki dobrze znana opowieść.
Mały chłopiec woła do ojca: - ?Popatrz, ojcze! Tam na słupie wisi kapelusz”. - ?Nam nic do tego. Chodź!” - obojętnie odpowiada mężczyzna.
Niewinne pytanie dziecka i odpowiedź ojca stały się początkiem doniosłych wydarzeń.
Scena ta rozgrywa się na rynku miasta Altdorf w kantonie Uri, jednym z trzech leśnych kantonów Szwajcarii. Zaczyna się czternasty wiek. Kantony Uri, Schwyz i Unterwalden zawarły właśnie przymierze. Mają polubownie rozstrzygnąć spory między sobą, a następnie zjednoczyć się w celu obrony przed wrogiem zewnętrznym. Przez wiele wieków rządzili nimi obcy władcy (cesarze rzymscy narodu niemieckiego), a niepodległość pozostawała jedynie marzeniem dumnych chłopów żyjących z ciężkiej pracy w niemal niedostępnych dolinach.
Wilhelm Tell kocha wolność i to właśnie on nie pokłonił się zawieszonemu na słupie kapeluszowi Hermanna Gesslera, gubernatora przysłanego z Wiednia. Ilekroć Gessler wyjeżdżał, kapelusz reprezentował jego władzę. Wszyscy przechodnie musieli się przed nim zatrzymywać i salutować. Tell nie wykazał należytego szacunku, co zauważył żołnierz o nazwisku Friesshart, który ostrzem miecza zatrzymał go. ?Stop! - wrzasnął. - Oskarżam cię w imieniu cesarza.” Tell zagrożony był aresztowaniem, jego syn Walter sprowadził więc na pomoc chłopów oburzonych skandalicznym postępowaniem gubernatora. Gdy sprzeczka między Tellem i Fries-shartem miała się już przerodzić w gwałtowny wybuch, nadjechał sam gubernator.
Zażądał, by mu powiedziano, co zaszło. Słyszał już, że Tell jest znakomitym łucznikiem. Opinię tę potwierdził dumnie mały Walter: ?Mój ojciec umie trafić w jabłko na drzewie z odległości stu metrów.” Na twarzy cie-miężyciela błysnął okrutny uśmiech. Za brak szacunku dla gubernatorskie-go kapelusza będzie więc musiał dowieść swego kunsztu, mierząc strzałą w jabłko umieszczone na głowie syna. W tłumie zalega pełna grozy cisza, a prośba Telia o łaskę zostaje przez Gesslera zlekceważona. Ryknął: ?Strzelaj lub zginiesz! Ty i twój chłopiec!…”
Tell przygotowuje się do straszliwej próby, umieszcza strzałę w kuszy i już zaczyna mierzyć, gdy nagle zatrzymuje się, opuszcza broń, wyjmuje z kołczanu drugą strzałę i zatyka ją za pas. Dopiero wtedy przystępuje do wykonania swego trudnego zadania. Strzała rozłupuje jabłko na połowę, chłopiec biegnie do ojca, a ten unosi go i czule tuli do piersi. Ges sler gratuluje łucznikowi, choć już wie, dlaczego naszykował on drugą strzałę. Tell utwierdza go w podejrzeniach: ?Gdyby pierwsza trafiła w moje drogie dziecko, druga byłaby dla ciebie. I wierz mi, nie chybiłbym”.